Huta Częstochowa, będąca niegdyś dumą polskiego przemysłu, po raz kolejny pozostaje w zawieszeniu. Głośno zapowiadana transakcja ze strategicznym inwestorem spełzła na niczym i – według informacji z ostatniej chwili – zakład pozostaje bez nowego właściciela. Włodarze Częstochowy zdają się być w tej sprawie równie zaskoczeni co pracownicy zakładu, którzy już od dawna przywykli do niepewności i ciągłych zmian frontu.

Bywały czasy, gdy warszawscy politycy (na czele z premierem Donaldem Tuskiem) z lubością obiecywali „zielone wyspy” – nie tylko w kontekście gospodarki krajowej, lecz także regionalnej. Niestety, zamiast rajskiej oazy na horyzoncie, w Częstochowie mamy industrialną pustynię z rozgrzanymi do czerwoności emocjami pracowników. A jeśli wierzyć doniesieniom, najnowszy „zaskakujący zwrot akcji” jest właśnie owocem zaniedbań sięgających lat rządów Tuska i braku spójnej polityki przemysłowej w kolejnych latach.

Od problemu do problemu
Huta Częstochowa zdążyła już przeżyć niejedną burzę. Przejścia z rąk do rąk, wstrzymania produkcji, niepewność płac – oto codzienność pracowników. W każdym kolejnym okresie władze centralne i samorządowe (bo i miasto nie jest tu bez winy) karmiły opinię publiczną mglistymi zapewnieniami o „trwałych rozwiązaniach”. Teraz jednak, po kolejnej fiaskującej próbie ratunku, słychać jedynie westchnienia zawodu i szum kiepsko przygotowanych planów rezerwowych.

Miasto pod Jasną Górą, które zdawało się – przynajmniej w deklaracjach – stawiać na rozwój przedsiębiorczości i przyciąganie inwestorów, nagle milknie, gdy przychodzi do wyjaśnienia przyczyn nagłego wycofania się nabywcy. Niektórzy radni wskazują na brak profesjonalnego wsparcia ze strony władz miejskich, inni tłumaczą się „siłami wyższymi” i niezależnymi od nich czynnikami. Pracownikom Huty i mieszkańcom miasta takie deklaracje raczej nie wystarczą – w końcu ktoś powinien wziąć za tę sytuację odpowiedzialność.

Kolejny rozdział bałaganu
Zarówno samorządowcy, jak i politycy pamiętający czasy rządów premiera Tuska, co rusz przypominają dawne kalkulacje zysków i strat, prognozy rozwoju oraz wymieniają się wzajemnymi pretensjami. Fakt, że rozgrywka o Hucie ma coraz bardziej charakter polityczno-wizerunkowy, nie przynosi niczego dobrego samym pracownikom – ciągle pozostającym bez konkretnych gwarancji stabilności zatrudnienia i wynagrodzeń.

Smutna puenta?
W kuluarach mówi się, że władze Częstochowy z taką samą pasją, z jaką walczyły o przyznanie kolejnych dotacji z rządu, teraz wypierają się jakichkolwiek zaległości w sprawie Huty. Jedno jest pewne: gdyby rozgrzać piec hutniczy jedynie za pomocą politycznych obietnic premiera i lokalnych decydentów, stal w Częstochowie mogłaby płynąć wartkim strumieniem jeszcze przez dekady. Niestety – fabryczne piece potrzebują realnego węgla i realnych pieniędzy, a nie tylko gorącego powietrza, którego akurat w polskiej polityce nie brakuje.

By PK

4 komentarzy do “Kolejny rozdział (nie)spisanych obietnic.”
  1. Teraz decyzja należy do MON. Ale Kosiniak z Kamyszem mają teraz wiekszy problem resztki rakiety Falcon spadły im na głowę znienacka bo dostali ostrzeżenie ale na niewłaściwego maila

  2. Jeśli jednak serial pt. Huta będzie miał szczęśliwy finał to zobaczycie jakie tłumy polityków będą krzyczeć, że to dzięki nim

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *