Huta Częstochowa w kryzysie

Huta Częstochowa, zakład będący sercem przemysłu ciężkiego w regionie, znalazła się na krawędzi upadku. Przedłużający się proces wyłonienia dzierżawcy doprowadził do sytuacji, w której prawie tysiąc pracowników za wrzesień otrzymało jedynie zaliczki — po tysiąc złotych. To kropla w morzu potrzeb, a przyszłość zakładu, podobnie jak los załogi, zawisła na włosku.

Proces upadłościowy ciągnie się, wywołując u pracowników nie tylko niepewność, ale też narastającą frustrację. Mimo dwukrotnego ogłoszenia upadłości przez sąd, każdorazowo przed uprawomocnieniem decyzji właściciel składał zażalenie, przeciągając tym samym rozwiązanie sprawy w nieskończoność. Nadzieja na szybkie zakończenie tego koszmaru zaczyna się powoli ulatniać.

Wołanie o pomoc

Sytuacja jest beznadziejna. Czekaliśmy na to, że upadłość pozwoli nam odbić się od dna, ale to najgorsze, co mogło spotkać zakład i załogę

– mówił jeden z pracowników

Związkowcy nie próżnują. W kolejnych listach apelują o pomoc do premiera oraz do odpowiednich ministerstw. 3 października, wspólnie z syndykiem, wystosowali prośbę o wsparcie finansowe, ale odpowiedź nigdy nie nadeszła. Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, z którego dotychczas wypłacano pensje, jest już pusty.

„Prosimy Państwo Polskie o wsparcie, abyśmy mogli zakończyć transakcję zbycia aktywów Huty Częstochowa, utrzymać kadrę i wypłacić zaległe pensje. Potencjał naszego zakładu oraz jego znaczenie dla bezpieczeństwa kraju są znane Rządowi” – apelują związkowcy, podkreślając, że czas na działanie jest już niemal na wyczerpaniu.

Manifestacja w stolicy

Czując, że ich prośby pozostały niezauważone, pracownicy nie zamierzają już dłużej czekać. Decyzją związków zawodowych, 18 października zapadło postanowienie o manifestacji w Warszawie. To nie tylko wyraz gniewu, ale przede wszystkim wołanie o pomoc w obliczu zbliżającej się katastrofy. Jest to desperacki krok, mający na celu zwrócenie uwagi na dramat, który rozgrywa się na ich oczach.

Wołanie, które nie może pozostać niesłyszane

Manifestacja pracowników Huty Częstochowa to ostatnia deska ratunku, krzyk rozpaczy tych, którzy przez lata tworzyli przyszłość zakładu, a teraz walczą o przetrwanie. Ich prośba o pomoc nie jest jedynie wołaniem o fundusze — to apel o godność! Ich sytuacja to przypomnienie, że za każdym kryzysem gospodarczym stoją ludzkie losy, których nie można ignorować.

Niech ich wołanie nie pozostanie bez odpowiedzi.

By PK

17 komentarzy do “Wołanie o pomoc pracowników Huty Częstochowa”
  1. Przed wyborami Tusk pojechał do RAFAKO i przyrzekał pracownikom, że ich firma nie padnie. Teraz jest już po wyborach, naiwniacy dali się nabrać. A teraz to już nawet obiecywać nie musi

  2. Zgadnijcie gdzie Tusk ze swoimi nieudacznikami ma naszą Hutę. Protestować trzeba ale już tylko po to żeby ostrzegać innych przed tą bandą

  3. Czasy mamy wojenne a jednoczęśnie pozbywamy się zaplecza produkcyjnego dla przemysłu zbrojeniowego. I chyba o to chodzi aktualnie rządzącym. Uśmiechać się!!!

  4. Tusk został do kraju nad Wisłą przysłany z misją zniszczenia polskiej gospodarki i podporządkowania jej Niemcom. Szukanie pomocy u niego to chybiony pomysł

  5. Przyszłość przemysłu, a raczej jej brak, jasno definiuje Zielony /a może Czerwony/ Ład. Jeśli, my jako społeczęństwo, nie powstrzymamy tych oszołomów z Brukseli i Warszawy to marny nasz los.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *